Portal podróży

Chile

Siedząc w samolocie zdaje sobie sprawę, że kolejny już raz przelatuję nad pięknymi Andami, które są ogromnie długim pasmem górski o takiej wysokości. Kiedyś ten kraj określano końcem świata, ponieważ przylądek Horn jest rzeczywiście końcem zamieszkałego świata. Jest to najdłuższe państwo w Ameryce Południowej natomiast szerokość jest zaledwie 180 kilometrów. Przed wiekami władali tutaj Inkowie, ponieważ tereny te wchodziły w obszar ich Imperium. Jeszcze dzisiaj można się natknąć na owiane tajemnicą budowle. Poznawanie rozpocząłem od stolicy kraju: Santiago, które wielokrotnie było niszczone przez pożary, powodzie i trzęsienia ziemi. Nie wiele zachowało się zabytkowej architektury a te najważniejsze są w najstarszej części miasta w pobliżu PLAZA de ARMS.

Stolica kraju  - Santiago de Chile

Stolica kraju - Santiago de Chile


W Santiago de Chile, bo tak brzmi pełna nazwa stolicy, życie pulsuje dzień i noc. Całe tonie w cudownej i zarazem egzotycznej tropikalnej zieleni. Wieżowców jest w sumie niewiele i dobrze, bo nie przysłaniają tych obiektów z okresu kolonialnego, które się jeszcze zachowały a większość z nich dzięki odrestaurowaniu odzyskała swoja dawna świetność. Do największych zabytków stolicy należy; Palace de la Moneta, Kościół Św. Franciszka, Katedra. Na zwiedzanie nie trzeba się jakoś specjalnie przygotowywać, ponieważ wszystko w zasadzie jest skupione w jednej części miasta. Po zakończeniu zwiedzania postanowiłem odpocząć na słonecznym Valparaiso. Życie nocne jest bardzo urozmaicone i nawet jeżeli jest się samemu to osoba towarzysząca znajdzie się bez problemów zwłaszcza w okolicy BELAVISTA!! By dostać się do San Pedro, musiałem lecieć niewielkim samolotem nad Pustynią ATACAMA. Jest to pustynia o całkiem odmiennym charakterze niż te, które kojarzy się z piaskiem. Desierto de ATACAMA bo tak się ona nazywa, ma ponad 400 kilometrów długości i około 100 kilometrów szerokości. W części brzegowej występują skały archaiczne i mezozoiczne, w części środkowej to czwartorzęd skał osadowych. Na tej pustyni nie ma ani jednej oazy!!

Pustynia  Atacama Pustynia Atacama

W wyższych partiach powierzchnia jest skalisto-kamienista ze słonymi jeziorami i błotami. Najbardziej suche miejsce to: Pampa del Tamarugal. W części przybrzeżnej tworzą się mgły zwane GARUA. Roślinność jest bardzo uboga poza kaktusowatymi nielicznie występującymi i wymierającymi latem, jedynie na samej północy tej pustyni występują gaje mimozowe. Tylko rzeka Loa wypływająca z gór uchodzi do morza. Kolejnym etapem podróży po Chile jest przelot na południe do Puerto Montti. Po wylądowaniu zdaje sobie sprawę że jestem w Andach patagońskich, ponieważ byłem już w tych górach ale od strony Argentyny. Jest to górzysta kraina o pięknym Parkiem Narodowym TORPES del PAINE. Góry o pięknych, bajecznych kolorach i niespotykanym kształcie. Dzikie krajobrazy zmieniają się jak w kalejdoskopie; łąki i trawy ustępują miejscu krzewom i nagim skałom, rynnowym jeziorom polodowcowym i samym lodowcom. Nad jeziorem Grey zobaczyłem jak część lodowca obrywa się wprost do wody przypominając lawinę. Kiedy spojrzałem w niebo ujrzałem znane mi szybujące kondory. Po chwili zauważyłem że zbliża się do mnie zwierzę przypominające lamę. Było to GUANACO. Kiedy zbliżyło się odległość kilku metrów mogłem dokładnie się mu przyjrzeć; miało owalny pyszczek, uszy stojące do góry. I nagle poczułem jakby mnie coś plusnęło. To właśnie Guanaco zrobiło użytek ze swoje słynnej taktyki polegającej na opluwaniu przeciwnika. Po chwili odeszło spokojnie w swoja stronę. Kiedy patrzyłem jak arystokratycznym krokiem oddala się ode mnie to miałem ochotę pójść za nim, ale dokąd?? Kiedy wracałem z powrotem widziałem wiele szkieletów i aż do tej chwili nie wiedziałem czyje one są. Teraz znalazłem odpowiedź; otóż guanaco szukając ochrony przed mrozem tłoczą się i ogrzewają wzajemnie. Ciepło ich ciał powoduje topnienie śniegu, który na obrzeżach stada zamarza ponownie, zamykając guanaco w lodowej pułapce. Jeśli mrozy są zbyt długie to pułapka okazuje się śmiertelna. Kiedy powróciłem do Puerto Monti postanowiłem coś więcej dowiedzieć się o guanaco od miejscowej ludności. Otóż guanaco swoje sprawy rozwiązuje przy pomocy odpowiednich póz i ruchów uszu. Jeśli jedno ucho leży poziomo a drugie sterczy pionowo jest to ostrzeżenie. Jeżeli oboje uszu jest w pozycji pionowej to oznacza ze obrzuca cię wyzwiskami. W tym momencie słabszy przeciwnik, zawsze chcąć uniknąć konfrontacji pochyla nisko głowę, odwraca się, garbi się, i odchodzi. Jeżeli przeciwnik jest poważny to przewodnik swojego stada - 40 sztuk musi użyć bardziej przekonywujących środków do wyobraźni. Odrzuca więc do tyłu szyję, pysk kieruje ku niebu i wyprostowuje ogon. Jeśli i to nie wystarczy wówczas daje sygnał do walki. Wygląda to jak zapasy z kąsaniem uszu, szyi, nóg, przy czym każdy z przeciwników próbuje swoją szyją przygnieść rywala do ziemi. Zwycięzca przegania pokonanego, który odchodzi, natomiast sam bierze wszystko a najważniejszy jest oczywiście: harem.

[Rozmiar: 21300 bajtów]
Laguna Uyuni

Chciałbym w tym miejscu powiedzieć o bardzo miłym zdarzeniu które miało swoje miejsce w czasie tej podróży. Na trasie w miasteczku Puerto Varas zwiedziłem piękny kościół zbudowany w 1918 roku przez Jezuitów i stanowiący replikę kościoła w Shwartzwaldzie tylko że na innym kontynencie. Jednak największą niespodziankę zrobiła na mnie pewna kawiarenka o nazwie... MAMUSIA. Adres: San Jose street no.316, tel.23-33-43.
Po wejściu do środka okazało się że jej właścicielka jest bardzo zaprzyjaźniona a polakami, a na półkach ściennych są lalki w strojach krakowskich, na ścianach grafika Kościoła Mariackiego i Wawelu. Wszystko to dostała Ona w prezencie od zaprzyjaźnionych krakowian i innych Polaków. Kiedy dotarłem do Puerto Montti miałem dzień odpoczynku ponieważ na drugi dzień rano wypływałem promem do Puerto Natales. W ciągu 4 dni pobytu na promie odpoczywałem, rozważałem nad tym wszystkim co widziałem, uzupełniałem Dziennik Podróży i prałem swoje rzeczy. Takie przymusowe przerwy w podróży są potrzebne zwłaszcza w odmiennej strefie klimatycznej pozwalają na regeneracje organizmu. Kiedy dopłynąłem do portu który jest stolica Prowincji Ostatniej Nadziei, zobaczyłem piękne i senne 17-tysięczne miasteczko położone nad pięknym malowniczym fiordem a zabudowa domostw była niska i kolorowe.

Puerto Natales

W tym mieście żyje się głównie z turystyki i pasących się owiec. Miasto położone jest nad Cieśniną Magellna. Katedra, Pałac Sary Braun oraz zamek w Casa Braun Mende są najważniejszymi obiektami które zwiedziłem. Przed wiekami mieszkały tu plemiona Indian Yaganow i Alakalufow, którzy byli wodnymi koczownikami oraz Onowie, którzy jako pierwsi zaczęli polować na strusie Nandu. Wiatr tutaj wieje tak mocny, że wyrywa wodę ze stawów tworząc pewnego rodzaju poziome wodospady. Ludy tych plemion były bardzo odporne na zimno, chodzili prawie nago i jedynie w zimie okrywali się futrami. Na północy mieszkali Tahuelche, którzy byli doskonałymi jeźdźcami konnymi. Kiedy przybyli osadnicy to zaczęli zabijać Indian i na nic zdało się ratowanie ich przez jezuitów. W ciągu 100 lat te indiańskie plemiona przestały praktycznie istnieć. Nie mniej jednak udało mi się spotkać jeszcze tam ludzi z indiańskimi twarzami ale byli to już tylko potomkowie Araukanów.

Araukaria

Kiedy wreszcie udało mi się dotrzeć na południe Araukarii i zobaczyłem ogromnie rozciągnięta krainę całkowicie bezludną to dowiedziałem się, że gdzieś tam w głębi żyje jeszcze jakieś plemię Indian Napuczu. Z nikim się nie komunikują i żyją w swojej własnej cywilizacji. Ta kraina to dużo fiordów, bryły lodów spływają wprost do morza, brzegi stanowią skaliste turnie i jest to w zasadzie koniec kontynentu Ameryki Południowej chociaż jeszcze gdzieś tam daleko jest jeszcze słynny Przylądek Horn. Warunki klimatyczne bardzo ostre, jest zimno i bardzo wietrznie. Kiedy wracałem do Puerto Arenas to zdałem sobie sprawę, że zobaczyłem cały kontynent Ameryki Południowej wzdłuż i wszerz. Nie przypuszczałem ,że uda mi się tak bez większego wysiłku pokonać te wszystkie strefy klimatyczne. Organizm mój jednak jest odporny na takie zmiany i również potrafił się już trochę przyzwyczaić do tego klimatu. Dotarło do mnie jeszcze to, że właśnie tutaj kończy się moja podróż po tym kontynencie i że to co zobaczyłem pozostanie na zawsze w mojej pamięci i chociaż jestem bardzo daleko od mojej córki Caroliny to cały czas jestem myślami z Nią i przy Niej.

Punta Arenas

Jestem tutaj sam, zdany tylko na życzliwość całkiem obcych ludzi. Wiem również, że jest jeszcze wiele drogi przede mną i mam nadzieję że dotrę cały i zdrowy na spotkanie z moją najukochańszą córką Caroliną. Teraz kolejny etap podróży wiedzie na RAPA NUI.

[Rozmiar: 44523 bajtów]





















Copyright © 2007-2019 Zygmunt