Portal podróży

Kostaryka

Lecąc z Gwatemali widzi się z góry bardzo duże dwa akweny wodne, które rozdzielone są jakby grodzą kontynentalną. Od południa Pacyfik a od północy Morze Koralowe. Stolica kraju: San Jose powitała mnie ogromnym upałem i mimo, że mój organizm chyba już się przyzwyczaił do tego klimatu, to po wyjściu z samolotu upał odczułem ogromny. Dopiero po dotarciu do hotelu, i wzięciu prysznica mogłem powiedzieć, że ponownie wpadłem w odpowiedni rytm oddychania. Przed hotelem Grand, w którym się zatrzymałem, w sobotnie przedpołudnie cały plac wypełniony był wielorakimi straganami, wśród których muzykanci i sztukmistrze dawali prawdziwy popisy swoich umiejętności. Centrum, bardzo ładne zresztą, piękne parki na każdym kroku, te nowe wielkie budynki i te stare wcale się ze sobą nie kłócą. Wielka katedra w środku witraże, podłoga różnobarwna, nawet organy są. Słynnym sklepie Darena w centrum San Jose można tu sobie kupić lub wymienić książkę. Są po hiszpańsku, angielsku, francusku, niemiecku. To samo z płytami, komiksami, czasopismami, mapami. Na każdym kroku szyldy znanych dobrze marek ze Stanów Zjednoczonych czy Europy a ludzie na ulicach wszelacy, bardzo dużo białych. Kiedy zapadł wieczór poszedłem do lokalu Pueblo, w którym prawdziwymi atrakcjami okazały się popisy tancerzy Salsy. Na następny dzień poszedłem zwiedzać stara część stolicy. Są to budynki o parterowej zabudowa – typowo kolonialne, natomiast w nowej części też nie ma za dużo wieżowców i podobnie jak w Gwatemali; kapitał zagraniczny nie bardzo widzi szanse finansowania pewnych inwestycji. Słowo Costa-Rica, oznacza: bogate wybrzeże i tak naprawdę to największym bogactwem jest właśnie przyroda. Nieodłączny elementem tutejszego krajobrazu stanowią wulkany, których zbocza zatopione są w półmroku dziewiczej dżungli. Półmrok ten rozświetlają gdzieniegdzie wspaniałe koralowce, tulipanowce znane tutaj jako płomienie lasów, natomiast wszędzie unosi się znany zapach orchidei. Do tego dochodzą jeszcze bajecznie kolorowe ptaki i piękne plaże. Na zwiedzanie Narodowego Parku Tortuguero zdecydowałem się płynąc łodzią po rzece w tropikalnej puszczy. W powietrzu unoszą się setki kolorowych motyli wielkości spodka od herbaty. Małpy przelatują z gałęzi na gałąź krzycząc przy tym niemiłosiernie. Park ten zajmuje prawie ½ powierzchni całego kraju. Rośnie w nim 12-tysięcy gatunków roślin w tym 1500 gatunków samych orchidei, a zwierząt to; około 900 gatunków ptaków czyli więcej niż na całym kontynencie północno amerykańskim, 400 gatunków gadów a wspomniana ilość motyli przekracza całą populację Afryki. Wulkany w Cordillere Guanacaste są na ogół wygasłe, natomiast w Cordillere Central jest jeszcze 7 czynnych wulkanów, jednak tajemniczego wulkanu Irazu można doświadczyć tylko o wschodzie słońca, ponieważ ze szczytu widzi się księżycowy krajobraz wulkanicznych stożków. Wypełniające krater jezioro lśni głębokim turkusem a na horyzoncie srebrzy się w słońcu woda tafli Morza. Dla mnie ten widok pozostał w pamięci jako niesamowity. Oryginalnym symbolem kraju są barwne wozy do których zaprzężone są Zebu.

Zebu

Kiedy uczestniczyłem w przeprawie przez lagunę oraz w niesamowitym spływie rzeką San Carlos, czułem, że życie przenosi mnie w inny czas. Natomiast w nocy, kiedy podziwiałem naturalne fajerwerki pochodzące od wulkanu Arenal to czułem się jakby w innym świecie tak oddalonym od cywilizacji. Rano w towarzystwie krzyku stada papug, krzyku małp i spokojnie drzemiących w tym zgiełku leniwców, musiałem przedzierać się przez dżungle. Ostatnim etapem była jazda koleją z Turriba do Siquirres, gdzie mogłem poznać gościnność Ticos. By móc usłyszeć oryginalną muzykę reege odwiedziłem miasto Cahuita, jednak po drodze zatrzymałem się w Tobacon gdzie poddałem się wspaniałej kąpieli w jednej z kaskad, których nie ma sobie równych nigdzie na świecie. Woda ciepła i nasycona jakimś tajemniczym przyjemnym naturalnym gazem. Na koniec chciałbym opowiedzieć jeszcze o pewnej przygodzie jaką przeżyłem płynąc w drewnianej dłubance po rzece w Parku Narodowym Monteverde; w pewnej chwili na brzegu zauważyłem osobliwe zgromadzenie kilka tańczących z rozpostartymi skrzydłami sępy królewskie. Ptaki te przeskakiwały jeden prze drugiego jak podczas zabawy. Po chwili dwa sępy przerwały taniec i oddaliły się od pozostałych. Jak powiedział mi później mój przewodnik; w ten sposób zakończyła się uroczystość godowa. Sępy królewskie należą do najbardziej tajemniczych ptaków; kiedy taki sęp pojawi się w czasie posiłku, to pozostałe dopuszczają go do stołu, zwłaszcza że zdobycie pożywienia w dżungli nie jest taką prostą sprawą. To o czymś świadczy! W takich sytuacjach ważny jest pośpiech bo konkurencja jest niezwykle silna. Najbardziej żarłoczne są mrówki, dlatego sępy które są prawie zupełnie ślepe mają wprost fenomenalny węch po prawdzie wyczulony na szczególnie odrażający zapach padliny. Z mojego pobytu na Kostaryce mogę powiedzieć, że jest to jeden Wielki Ogród Botaniczny i Zoologiczny tylko bez ogrodzenia. Nie ma w tym kraju zbyt wielu zabytków architektonicznych ale za to jest niesamowita przyroda w swojej cudownej florze i faunie. Przybycie do Kostaryki jest w zasadzie przeznaczone tylko dla koneserów zdobywania i poznawania dzikiej przyrody ze wszystkimi możliwymi niewygodami natury przyziemnej. Jest to kraina dla prawdziwych globetroterów, trampingowców i twardzieli ale za to nagrodą jest to czego nigdzie indziej się nie zobaczy na świecie w tym raju pomiędzy oceanami.





















Copyright © 2007-2019 Zygmunt